dzień drugi - cały na "jedynce"

Plan przewidywał za Czerniewicami zejście z szosy. Przejście przepustem pod trasą autostradową i dalej bocznymi drogami przez Otłoczyn, Ciechocinek, Raciążek, Waganiec do Lubania.

W drodze zmieniłem decyzję. Szedłem cały dzień poboczem bardzo ruchliwej trasy. Chciałem by przesłanie Księdza Jerzego zostało zauważone przez jak najwięcej osób. Wieczorem huczało mi w głowie ale efekt został z pewnością osiągnięty.

 

Przed wyruszeniem w DROGĘ zamówiłem wydrukowanie pięciuset takich ulotek. Zamierzałem zachęcać do udziału  w uroczystościach beatyfikacji oraz propagować naukę Księdza Jerzego.

Pierwszą ulotkę na trasie podałem, poprzedniej nocy, starszej pani w Przysieku.

Drugim narzędziem propagandowym (promocyjnym jak to się dziś mówi) jest flaga z tym samym motywem i dużym adresem strony www. Drzewce stanowi solidny, jałowcowy, sękaty kij pielgrzymi. Jest on, na wszelki wypadek, dopasowany długością do pracy jako drugi w parze z teleskopowym zawodowcem.

Gdyby nogi potrzebowały wsparcia rąk...

Z kolejnymi było już łatwiej. Chociaż nie zawsze wyciągnięta ręka znajdowała tę drugą. Nie dziwiłem się. Jesteśmy na codzień zarzucani różnymi ulotkami. Najczęściej biorę je tylko dlatego, że dostrzegam ciężką pracę "rozdawaczy". Tym razem to ja wcieliłem się w ich rolę. Odruchowo przyjąłem od początku postawę Lota: nie oglądałem się za siebie.

"Szczęść Boże.

To jest informacja o mojej pielgrzymce"

I do przodu. Chyba, że ktoś mnie zagadnął.

 

 

 

 

Mój jedyny fizyczny towarzysz to ten plecak z którym byłem związany na dolę i niedolę. Po kilkudziesięciu kilometrach przypomniały mi się strofy Leśmianowego "GARBUSA"

po mistrzowsku śpiewane przez Ewę Demarczyk:

"...Po coś mię brał na barana,

By zgubić drogę w pół drogi?

Czemuś łbem utkwił na cieniu?

Z trudem w twych barach się mieszczę!

Ciekawym, wieczysty leniu,

Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?"

Mój garb nie strofował  mnie na razie ale ciążył pod wieczór niemiłosiernie.

Na "jedynce" trwają prace remontowe.

W rozmowach niektórzy pracownicy posługiwali się chyba miejscowym narzeczem.

szczęść boże

(pozdrawiam)

dokąd tak za...asz ?

 

 

Kiedy odpoczywałem i posilałem się w przydrożnym rowie także starałem się być widoczny.

 

 

 

Ja sobie leżę a promocja działa...

Jeszcze tylko kilka kilometrów i będę na wysokości Lubania. Zacznę rozglądać się za noclegiem.

Wbrew wcześniejszym prognozom, cały dzień upłynął bez deszczu.